Tallin. Jeden dzień

Tallin okazał się idealnym lekarstwem na monumentalny, przytłaczający, zatłoczony (choć przepiękny) Petersburg.
Trochę tu już powiewa skandynawskim chłodem, trochę nieładu przenika zza wschodniej granicy.
To miasto piękne, stare – i drogie.
Mieliśmy na nie dwa razy po pół dnia – popołudnie i przedpołudnie, właśnie w takiej kolejności.
Tyle na pewno nie starczy na zwiedzanie, ale to całkiem niezły czas na poszwendanie się po mieście,
czyli to, co tygrysy lubią najbardziej.

Tallin. Jeden dzień

Tallin wieczorem

Obowiązkowo. To miasto wieczorem nabiera przedziwnego klimatu. Przestaje też być tak skandynawskie jak w dzień – okolice portu czy Linnahall można spokojnie pomylić z warszawską Pragą. Wszystko, co najciekawsze, mieści się w obrębie murów miejskich. Którąkolwiek bramą wejdziecie na starówkę, i tak wcześniej czy później traficie na plac Ratuszowy. My zaczęliśmy od południa, od Vabaduse Valjak, posnuliśmy się po kameralnych uliczkach, aż całkiem wieczorem doszliśmy do portu. Odległości w centrum Tallina umożliwiają chodzenie piechotą, ale trzeba pamiętać, jak wrócić. Nam padła bateria w telefonie z nawigacją i pamiętaliśmy tylko, że ulica, w przy której mieszkamy, zaczyna się na J i w środku ma H. Jak na środek nocy w obcym kraju – trochę mało.

Tallin z góry

W kościele św. Olafa za 3 euro można wejść na wieżę, która pozwala objąć prawie jednym spojrzeniem miasto, morze i port. Z góry widać tzw. Górne i Dolne Miasto, linię murów, ale także to, co za nimi – nowy Tallin, nowocześniejszy, prostszy i bardziej zwyczajny. Z wieży można też oszacować skalę miasta i ocenić odległości. Tramwaje i autobusy w Tallinie wyglądają podobnie jak u nas, tylko są luźniejsze i droższe😉 My wybraliśmy łażenie na własnych nogach.

Tallin w detalach

Jeśli nie macie czasu na uczciwe zwiedzenie Tallina, nie rezygnujcie z wizyty w tym mieście. Tysiące fascynujących zakamarków, detali i dekoracji spotkacie, po prostu spacerując po ulicach. Im dalej od Ratusza, tym bardziej – zwłaszcza wieczorem – Tallin zaskakuje nieoczywistością. Wyjdźcie poza mury, żeby podpatrzeć współczesne miasto. Zresztą z zewnątrz, z przedmurza, starówka ze swoimi wieżami, wieżyczkami i szczytami wygląda jeszcze bardziej niezwykle.

Tallin zabytkowy

Podobno w Tallinie trzeba zobaczyć Muzeum Morskie. Nie przekonaliśmy się o tym na własnej skórze, a więc nie namawiamy i nie zniechęcamy. Namawiamy natomiast na to, co widzieliśmy. Na topliście miejsc do zobaczenia, przynajmniej z zewnątrz, przynajmniej pobieżnie, znajdą się na pewno:

  • kościół św. Olafa razem z wieżą,
  • mury miejskie i kilka najciekawszych baszt: Gruba Małgorzata, Kiek in de Kök,
  • kościół św. Mikołaja (tak naprawdę muzeum),
  • plac Ratuszowy z Ratuszem 
  • kościół św. Ducha
  • zamek Toompea
  • Sobór św. Aleksandra Newskiego
  • dom Bractwa Czarnogłowych

Poza starówką, gdybyśmy tylko mogli zostać dłużej, na pewno wybralibyśmy pałac i park Kadriorg. Może następnym razem…

Poza miastem – Parnawa

Jeśli wracacie z Tallina w stronę Polski, nie omińcie Parnawy. Jeżeli raz zobaczycie, jak wygląda estoński kurort nad morzem, Wasza noga nie postanie już nigdy we Władysławowie (chyba ze poza sezonem). W samym miasteczku kierujcie się od razu do części uzdrowiskowej – na resztę trochę szkoda czasu, który można by spędzić na nieprzyzwoicie szerokiej i czystej plaży.

No cóż, tak naprawdę Estonia jest super:-) Jej jedyną wadą są ceny. Z tego powodu nie spróbowaliśmy zbyt wiele estońskiego jedzenia, darowaliśmy sobie zupę z łosia i mnóstwo innych rzeczy, których ceny pomnożone przez liczbę osób nas trochę przerażały. Estońskie piwo Saku jest jednak w zasięgu możliwości  – pamiętajcie tylko, że żadnego alkoholu nie kupicie w sklepach po 22.  Nawet VanaTallin, czyli lokalnego likieru, który koniecznie trzeba przywieźć ze sobą do Polski.

Jeśli chcecie opowiedzieć o swoich wrażeniach z Tallina
albo spytać o coś, co pozwoli Wam zaplanować wyjazd – czekam na komentarze:-)

Komentarze

Podobne wpisy

Tagi

Zobacz moje prace na Instagram